Osobnym wydarzeniem stała się treść. Co prawda nie była niczym odkrywczym, ale w jakiś sposób Kin udało się przedstawić aktualny stan rozwoju geologii, co wywołało sporo kontrowersji. Niedawno dotarły do niej informacje, że książka stała się nawet podstawą kilku kultów religijnych.

Drugą sprawą, która nie dawała Kin spokoju, była niemożność zidentyfikowania akcentu towarzysza: mówił poprawnie, jak ktoś, kto nauczył się języka w teorii, ale nie miał okazji używać go w praktyce. Jego ubranie z kolei mogło zostać wykonane na przynajmniej tuzinie planet. Nie wyglądał na szaleńca, ale tak to bywa z szaleńcami.

— A więc czytałeś moją książkę — zagaiła, przerywając ciszę.

— A jest ktoś, kto nie czytał?

— Wygląda na to, że nie.

— Przeczytałem ją, lecąc tutaj. Niezła, ale nie oczekuj komplementów: czytałem lepsze.

Z niesmakiem stwierdziła, że się czerwieni.

— Jaki oczytany — mruknęła zgryźliwie.

— Owszem, przeczytałem parę tysięcy książek-stwierdził spokojnie.

Włączyła autopilota i odwróciła się, by go wyraźnie widzieć.

— Przypadkiem wiem, że nie ma nawet kilkuset książek — oznajmiła. — Wszystkie stare biblioteki zostały zniszczone!

— Nie chciałem cię urazić…

— Kto…

— Autor nie musi produkować papieru — przerwał jej, niespodziewanie zmieniając temat. — Dawniej istnieli wydawcy, którzy zajmowali się wszystkim. Autor musiał tylko napisać treść.

— Dawniej?! Ile ty właściwie masz lat?

— Dokładnie to nie wiem — przyznał niechętnie. — Bo kilka razy zmienialiście kalendarz. Wychodzi mi, że około tysiąca stu lat plus minus dziesięć.



10 из 186