Mimo że wyglądało to na zamieszanie, była to planowa ewakuacja. Na samym końcu następowało zatarcie śladów na wyspie. Reklamówka firmy, którą kiedyś oglądała, pokazywała ostatniego z ekipy, wiszącego o parę stóp nad ziemią na Linie i zamiatającego własne ślady na piasku. Nie była to ma się rozumieć prawda, ale też nie było w tym dużo przesady.

Musiała obiektywnie przyznać, że to dobra planeta — lepsza niż Ziemia, chociaż ostatnio wszyscy twierdzili, że na Ziemi się poprawia. Ludność liczyła prawie trzy czwarte miliarda i nie było tam wielu robotów. O wiele lepiej niż w czasach jej dzieciństwa. Co prawda większości wspomnień z tego okresu stopniowo się pozbyła, ale zostawiła sobie kilka. Najdawniejsze wciąż wywoływało niemiłe skojarzenia.

Stała na wzgórzu i spoglądała na mroczniejącą równinę, oświetlaną promieniami zachodzącego słońca i częściowo zamgloną. Przyprowadziła ją matka i obie stały w niewielkim tłumie stanowiącym ludność prawie połowy kontynentu. Żeby lepiej widziała, robot wziął ją na barana. Miał poznaczony spawami korpus i należał do klasy ósmej. Obserwowali taniec do melodii wygrywanej przez skrzypka.

Skrzypek był człowiekiem, tancerze robotami, toteż nie mylili kroku. Tyle rozmaitych zajęć wypełniało czas nielicznym ludziom, że nie mieli głowy do tańców, ale była to tradycja, do której kiedyś, gdy będzie ich więcej, ludzie powrócą; chwilowo podtrzymywały ją roboty, skacząc w takt wygrywanej przez skrzypka melodii.

Właśnie wtedy młoda Kin Arad zdecydowała, że ludzie nie powinni zostać wymarłym gatunkiem. A niewiele do tego brakowało.

Prawdę mówiąc, gdyby nie droidy, tak właśnie by się stało.

Wówczas podjęła decyzję o zatrudnieniu się w Kompanii…



16 из 186