
— Płaski — powtórzyła. — Jak dysk Andersena?
— Może. A co to jest dysk Andersena?
— Nikt tego nigdy nie zrobił, ale gdyby wziąć wszystkie planety systemu i zbić je w dysk o średnicy tego systemu, zostawiając naturalnie dziurę na słońce, i wyłożyć spód neutronium dla uzyskania właściwego przyciągania, to…
— Słodka godzino! Możecie wykorzystywać neutronium?
Kin zaskoczona potrząsnęła głową.
— Jak powiedziałam: nikt nigdy czegoś takiego nie zbudował. Ani nie znalazł. Chyba że ty to właśnie zrobiłeś?
— To musiałby być strasznie mały układ planetarny, bo ten świat ma ze trzynaście tysięcy mil średnicy.
Popatrzyli na siebie wyczekująco i w końcu Kin zadała od dawna oczekiwane pytanie:
— Gdzie?
— Nigdy go beze mnie nie znajdziesz.
— I sądzisz, że zrobiły go spindle?
— Tam są rzeczy, w które nie uwierzyłabyś za milion lat.
— Intrygujesz mnie. Ile chcesz?
W odpowiedzi wyciągnął z kieszeni garść banknotów o nominale dziesięciu tysięcy Dni każdy. Pojedynczy banknot był równowartością prawie dwudziestu ośmiu lat przedłużenia życia, jeśliby został zrealizowany w kasie Kompanii. Pieniądze Kompanii były najmocniejsze we wszechświecie — można było kupić za nie przyszłość. Nie spuszczając wzroku z Kin, Jalo przywołał najbliższego robokelnera i wsunął banknoty do jego spalarki. Kin z najwyższym wysiłkiem opanowała się na widok tego marnotrawstwa, ale nikt nie przekroczył setki, jeśli kierował się odruchami. Ingerując, tylko by się oparzyła.
— Jak… — chrypnęła i odchrząknęła — to się nazywa gest. Naturalnie, fałszywe.
Podał jej banknot matuzalemowy, czyli o najwyższym nominale, ze słowami:
— Dwieście siedemdziesiąt lat w prezencie.
Wzięła złoto-biały arkusik plastyku, zastanawiając się, jakim cudem nie drżą jej dłonie.
Wzór był prosty, ale oprócz niego istniało sto dziewięćdziesiąt dziewięć sposobów na sprawdzenie autentyczności. Poza tym nikt nie podrabiał pieniędzy Kompanii, jako że szeroko rozpropagowano informację, że każdy, kto by spróbował, spędziłby owe sfałszowane lata w specjalnym zakładzie Kompanii w naprawdę pomysłowy, a raczej nieprzyjemny sposób. A raczej sposoby.
